Gov’t Mule – Heavy Load Blues

Każda premiera albumu zespołu Gov’t Mule sprawia, że czuję się jak dziecko, czekające na wizytę Świętego Mikołaja. Jeszcze większa była moja ekscytacja, kiedy dotarła do mnie wiadomość, że najnowsze dzieło Mułów będzie w pełni bluesowe. Gatunek ten obecny jest w twórczości grupy od samego początku jej istnienia, ale jeszcze nigdy nie nagrali płyty stricte bluesowej. Heavy Load Blues jest efektem naturalnego biegu rzeczy. To po prostu musiało się wydarzyć.

Gov’t Mule to zespół legenda. To nie podlega dyskusji. Od 1994 roku nieustannie dostarczają fanom powodów do satysfakcji. Każda pozycja w ich dyskografii jest najwyższych lotów. Jambandowa mieszanka southern rocka, hard rocka i blues rocka to ich chleb powszedni, lecz muzycy nigdy nie zamykali się w tych ramach. Często udowadniali, że potrafią garściami czerpać z wielu innych gatunków muzycznych. Przykładem są albumy w stylistyce reggae, współpraca z Johnem Scofieldem czy płyta z muzyką Pink Floyd. Słuchając ich poprzednich wydawnictw, czy czytając wypowiedzi Warrena o jego muzycznych inspiracjach, album w pełni bluesowy musiał w końcu nadejść.

Warren Haynes jest artystą wyjątkowym: inteligentnym, świadomym swoich wielkich umiejętności oraz wszechstronnym muzycznie. Ale przede wszystkim skromnym, szanującym dokonania tych, którzy byli przed nim. Heavy Load Blues jest hołdem dla wszystkich, którzy swoją twórczością ukształtowali go jako muzyka i człowieka. Howlin’ Wolf, Elmore James, Junior Wells, Ann Peebles i Bobby “Blue” Bland są tylko ułamkiem tej listy.

Album powstał w studiu The Power Station w Nowej Anglii. Muzycy zabrali ze sobą mnóstwo starego klasycznego sprzętu i zarejestrowali materiał na analogowej taśmie. Nagrywali wspólnie, stojąc twarzą w twarz, co przyniosło świetny efekt. Mimo że jest to krążek studyjny, wydaje się być bardzo naturalny i prawdziwy w odbiorze. To właśnie zasługa takiego podejścia, gdzie każdy muzyk jest w stanie na bieżąco wyczuć emocje kolegów z zespołu i odpowiednio na nie reagować. Taki koncert, tyle, że bez publiczności.

Heavy Load Blues składa się z trzynastu utworów. Wiele z nich napisanych zostało przez Haynesa, ale znajdziemy również interpretacje bluesowych klasyków. Album otwiera jeden z nich, czyli Blues Before Sunrise autorstwa Leroya Carra i Scrappera Blackwella z 1934 roku. Zagrany techniką slide utwór, który zwiastuje stylistykę, w jakiej utrzymana jest płyta. Miejscami jest duszno, surowo, może nawet trochę niechlujnie, a zarazem pięknie i szczerze. Po prostu blues w najczystszej postaci. Snatch It Back and Hold It, napisany przez Juniora Wellsa, dostał tu nowe życie, za sprawą cudownej jam bandowej wstawki w postaci Hold It Back w połowie utworu. Zespół dodał do niego trochę swojej iskry, którą tak dobrze znamy. Na szczególną uwagę zasługuje również Make it Rain Toma Waitsa. Branie na warsztat twórczości tego artysty zdaje się być niesamowicie trudnym zadaniem. Nie dla Mułów. Warren wszedł w buty Waitsa wyśmienicie, a utwór zyskał nową świeżość, jednocześnie zachowując klimat oryginału. Ze wszystkich interpretacji, które znajdziemy na albumie, moim ulubionym jest I Asked Her For Water (She Gave Me Gasoline) Howlin’a Wolfa. Sposób w jaki podeszli do tego dzieła zadziwia. Czuć tu ducha Jimiego Hendrixa, a całość brzmi niczym Foxy Lady. Coś pięknego.

Oprócz klasyków bluesa, jakie zespół wziął na warsztat, na krążku pojawiły się dzieła autorstwa Warrena i pozostałych muzyków. Hole In My Soul to powolny numer, pełen emocji. Historia o złamanym sercu w akompaniamencie dźwięków organów i trąbki, które delikatnie wypełniają tło, dając pierwszeństwo znakomitej grze gitary, która jeszcze bardziej podkreśla nostalgiczny charakter tej kompozycji. Wake Up Dead czy Love is A Mean Old World brzmią jak standardy z przeszłości, pomimo że nimi nie są. Haynes udowadnia za pomocą autorskich utworów, że czuje się w bluesie jak ryba w wodzie. Tworzenie przychodzi mu bardzo naturalnie, co potwierdza jego szczególny stosunek do korzeni gatunku.

Heavy Load Blues to pozycja szczególna. Z jednej strony jest hołdem złożonym legendom bluesa, a z drugiej świeżym spojrzeniem na tę tematykę. Warren Haynes, Matt Abts, Jorgen Carlsson i Danny Louis nagrali album kompletny. Pełen wspomnień minionych czasów, ale również znalazło się na nim miejsce na autorską interpretację. Płyta jest naturalnym rozwinięciem ich już i tak ogromnego dorobku. Dla sympatyków zespołu nie będzie tu żadnego zaskoczenia, wiele z bluesowych kawałków wybrzmiewało już na licznych koncertach Gov’t Mule i myślę, że każdy spodziewał się takiego obrotu spraw. Jeśli jednak ktoś nie miał wcześniej kontaktu z grupą, znajdzie tu trzynaście powodów, by na nowo zakochać się w bluesie.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze