Niemiecka szkoła rocka #4: Grobschnitt

Kiedy myślę o niemieckim rocku lat siedemdziesiątych, jednym z zespołów, które często przychodzą mi na myśl, jest Grobschnitt. Formacja, która pomimo wydania wielu przeciętnych albumów, posiada w swojej dyskografii kilka bardzo udanych, wręcz znakomitych pozycji. Wśród nich jedną z ciekawszych płyt koncertowych w historii rocka progresywnego – Solar Music Live.

Zespół Grobschnitt wydał łącznie czternaście albumów. Ich styl zmieniał się kilkukrotnie, od psychodelicznego rocka, przez rock progresywny, na pop rocku kończąc. Największą popularnością cieszył się w latach siedemdziesiątych, głównie do momentu wydania, wspomnianego na wstępie, krążka koncertowego. Chciałbym wrócić do czasów powstania formacji i do płyt, którymi warto się zainteresować.

Latem 1966 roku w mieście Hagen w zachodnich Niemczech zawiązał się zespół o nazwie The Crew. Tworzyli ją Joachim Ehrig (perkusja, bębny), Gerd Otto Kühn (gitara), Stefan Danielak, później znany jako Willi Wildschwein (wokal, gitara), Hans-Hermann Stein (bas) oraz Peter Klassen (wokal, gitara). Ich pierwszym wydawnictwem był singiel, który nagrali w nagrodę za zajęcie wysokiego miejsca w przeglądzie zespołów podczas Beat Festival w 1969 roku w miejscowości Recklinghausen. Organizatorzy postanowili wydać płytę z nagraniami finalistów, więc grupa po raz pierwszy w karierze weszła do profesjonalnego studia. Utwór nosił nazwę He’s Around Here. W ciągu czterech lat od nagrania singla, zagrali ponad sto pięćdziesiąt koncertów. W ich repertuarze znajdowały się głównie utwory z zachodu, m.in. Fire grupy The Crazy World Of Arthur Brown, Fire Jimi’ego Hendrixa czy For Elise autorstwa Vanilla Fudge. Najlepiej odbieranym przez publikę był The Land Of 1000 Dances legendy soulu Wilsona Picketta. To wtedy zaczęło rozwijać się umiłowanie muzyków do przebieranek czy tzw. scenicznych happeningów (projekcje świetlne, psychodeliczne filmy wyświetlane w tle czy sztuczny dym na scenie). W październiku 1969 roku The Crew zakończyło działalność. Wówczas Ehrig zainteresował się free jazzem i wraz z Wildschweinem i Hansem Reichelem założyli grupę o nazwie Wutpickel. W tym samym czasie Gerd Otto Kühn wraz z Alexem Harlosem (perkusja) i Bernhardem Uhlemannem (bas) zawiązali Charing Cross. W maju 1971 roku oba te projekty połączyły się i tak powstała Kapelle Elias Grobschnitt (bez udziału Hansa Reichela). Dołączył do nich klawiszowiec Hermann Quetting i przystąpili do nagrywania pierwszego albumu.

Latem 1971 roku nawiązali współpracę z firmą Metronome, która dopiero co otworzyła wytwórnię płytową o nazwie Brain. Szukali zespołów do swojego portfolio i po odsłuchaniu kilku dem grupy, podpisali z nimi kontrakt. W grudniu muzycy byli już w studiu w Hamburgu. Album ujrzał światło dzienne w połowie 1972 roku. Zadebiutowali pod nazwą Grobschnitt. Okazało się, że grafik, który projektował okładkę, nie miał najmniejszego pojęcia o zespole. Nie znał ich muzyki czy historii. Dostał jedynie hasło: Grobschnitt. W ten kuriozalny sposób nazwa została skrócona. Zdania muzyków były w tej materii podzielone, ale w końcu przystali na taki obrót spraw.

Debiutancki album Grobschnitt otwiera Symphony. Zaczyna się on dość specyficznie. Słyszymy coś w rodzaju rozmów i śpiewów. Knajpiana atmosfera zostaje dość szybko przerwana przez wchodzące instrumenty. Sam początek pierwszego utworu jest zapowiedzią nietuzinkowego, wręcz groteskowego, poczucia humoru grupy, który przejawia się w kolejnych dziełach w postaci żartobliwych tekstów, cudacznych wstawek nietypowych instrumentów czy scenicznych gagów, które zobaczyć można, oglądając ich występy na żywo (np. pokazy z ogniem czy walki wikingów na „miecze świetlne”). Krążek zawiera pięć kompozycji, które przepełnione są esencją niemieckiego rocka progresywnego. Wszechobecne organy Hammonda i rewelacyjna sekcja rytmiczna tworzą unikalną atmosferę. Częste zmiany tempa i niebanalne aranże zachęcają do kontaktu z ich twórczością. Jak duża część grup z tamtego okresu tworzyli teksty w języku angielskim, ale lubili przemycać fragmenty w ich ojczystej mowie, co sprawiało, że ich muzyka nabierała pewnego rodzaju mistycyzmu, zwłaszcza dla zagranicznego słuchacza. Był to bardzo udany muzycznie debiut niemieckiej formacji, lecz uznanie zdobył głównie wewnątrz kraju i to bez większego komercyjnego sukcesu.

Po wydaniu pierwszej płyty grupa dość często występowała przed publicznością, lecz pod koniec 1972 roku nastąpił rozłam. Odeszli Quetting i Harlos, a ich miejsce zajął Volker Kahrs, klawiszowiec zakorzeniony w muzyce klasycznej. Po roku ogrywania nowego materiału na koncertach, muzycy weszli ponownie do studia. W rezultacie słabych wyników sprzedażowych poprzedniego wydawnictwa dostali od wytwórni jedynie dziesięć dni nagraniowych. Cały materiał (na podwójny album) udało się zarejestrować w trzy. Resztę czasu poświęcili na mastering. I tak w 1974 roku pojawił się krążek Ballerman, który był początkiem ich największych sukcesów.

Znajduje się na niej wspomniany Solar Music. Dzieło to składa się z dwóch części, jednej siedemnastominutowej i drugiej piętnastominutowej. Suita, dzięki której Grobschnitt stało się rozpoznawalne poza granicami kraju. Jest to kompozycja szczególna. Jej początki sięgają czasów formacji The Crew z końca lat sześćdziesiątych. Wtedy Gerd Otto Kühn wpadł na pomysł riffu, który stopniowo przeistoczył się w utwór Suntrip, by z czasem ewoluować w Solar Music. Magiczna mieszanka progresji, psychodeli czy space rocka. Kompozycja zyskała tak dobry odbiór, że stała się głównym motywem ich wielu koncertów. Jest to dla mnie dzieło szczególne. Słuchając go po raz pierwszy, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że wszystkie dźwięki w nim zawarte, są efektem improwizacji. Jakby na bazie pewnego ustalonego motywu, każdy muzyk dokładał coś od siebie. Jeden z nielicznych utworów progresywnego rocka, który przypominał mi jambandową formę ekspresji. Okazuje się, że coś było na rzeczy, ale rozwinę tę myśl później.

W 1975 roku do grupy dołączył Wolfgang Jäge (bas), a światło dzienne ujrzał Jumbo. Pojawiły się dwie wersje, jedna ze śpiewem po niemiecku (wyłącznie na rynku niemieckim), druga po angielsku. Dwa lata później wydali Rockpommel’s Land. W 1978 roku pojawiła się za to płyta, która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie – Solar Music Live. Moje zauroczenie trwa do chwili obecnej. Przed wejściem do studia, Joachim Ehrig miał do dyspozycji czterdzieści zarejestrowanych koncertów, które zespół dał w owym roku. Po dokonaniu selekcji stwierdził, że nagrania z 7 kwietnia w Mülheim wyszły najlepiej, więc to właśnie one trafiły na krążek. Album odniósł wielki sukces komercyjny. Stał się wizytówką grupy, która momentalnie zyskała rozgłos w całej Europie. Niespełna godzina muzyki, która szybko trafiła na moją listę najlepszych koncertów, jakie dane było mi usłyszeć. Solar Music po raz pierwszy pojawiło się na krążku Ballerman, ale w wersji koncertowej brzmi jeszcze lepiej. Wiele fragmentów kompozycji zostało mocno rozwiniętych względem studyjnej wersji i całość nabrała jeszcze większej intensywności i polotu. Album zdominowany jest hipnotyzującymi riffami gitary elektrycznej, które wraz z dźwiękami organów i gitary wspierającej, prowadzą nas przez świat wykreowany przez grupę. Oprócz tytułowej suity pojawiają się też utwory z poprzednich płyt, w nieco innych aranżach, by brzmieniowo pasować do motywu przewodniego koncertu. Słucha się tego znakomicie i każdy sympatyk progresywnego grania powinien zaznajomić się z tą pozycją. Warto również poznać koncert w wersji wideo. Wizualna strona tego występu jest bardzo teatralna. Na scenie pojawiają się osoby w najdziwniejszych strojach: kapłanów, wikingów czy w innych, trudnych do opisania kreacjach.

Wracając do tematu improwizacji w utworze Solar Music. Od 1994 roku zaczęły pojawiać się archiwalne nagrania koncertowe grupy, pod nazwą Die Grobschnitt Story. Te wydane w okresie 2001-2003 zawierały materiał ze wspomnianych wcześniej czterdziestu występów, które nie trafiły na Solar Music Live. Słuchając ich, można zauważyć, że każda druga połowa koncertu różni się od siebie. Jak wspomina Joachim Ehrig w jednym z wywiadów: „Utwór Solar Music przeszedł do historii zespołu jako jedna wielka improwizacja, gdzie wszystko było dozwolone. W drugiej części programu często zmieniał swoją formę, zależnie od atmosfery panującej na koncercie, nastroju muzyków czy roszad w składzie. Nie stała za nim żadna konkretna muzyczna koncepcja, poza pewnym motywem w d-moll i faktem, że był to wielki plac zabaw dla wszystkich członków zespołu. Punkt kulminacyjny każdego koncertu”1.

Po sukcesie Solar Music Live oraz wielu udanych trasach koncertowych, przyszła pora na kolejny studyjny album. Nosił on nazwę Merry-Go-Round. I od tego momentu twórczość Grobschnitt zupełnie przestała mnie interesować. Zespół odszedł od rozbudowanych i długich kompozycji, a nowe utwory zaczęły przybierać formę piosenek. Styl zmienił się bezpowrotnie. Był to koniec pewnej epoki w historii grupy. Progresywne granie pełne intrygujących rozwiązań i bogatego brzmienia przepadło. Nastała era pop rocka. Wielka szkoda, gdyż Solar Music Live jest dziełem absolutnie rewelacyjnym, które zdefiniowało Grobschnitt jako jeden z najciekawszych niemieckich bandów rocka progresywnego tamtych lat.

Formacja do 1982 roku wydała jeszcze trzy płyty. Zaraz przed nagraniem Razzia, z zespołu odszedł Volker Kahrs. Rok później to samo zrobił Joachim Ehrig, założyciel i lider zespołu. W 1989 roku Grobschnitt przestał istnieć. Przed rozpadem pojawiło się jeszcze kilka albumów. W 2007 roku doszło do reaktywacji, lecz oprócz kilku tras i jednego albumu koncertowego w 2008 roku, nie wydali nic, co mogło konkurować z ich wcześniejszym dorobkiem… Mimo wszystko, stworzyli trzy płyty, które wielce cenię: Grobschnitt, Ballerman czy Solar Music Live to pozycje, z którymi warto obcować i to wielokrotnie. Są wizytówkami niemieckiej sceny rockowej dwudziestego wieku, które do dnia dzisiejszego brzmią wyśmienicie.

1 Wywiad z Joachimem Ehrigiem przeprowadzony przez Klemena Breznikara dla „It’s Psychedelic Baby Magazine”, 08.05.2015, dostępny na: https://www.psychedelicbabymag.com/2015/05/grobschnitt-interview-with-eroc.html

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najbardziej popularne
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Gabi

Dzięki za wrzucone nwe materkiały.<3